Kamil Prabucki „Do Czorta! Czyli nowe porządki w polskim piekle”
W piekle dzieją się dziwne rzeczy. Pojawiają się nowe mody, niespotykane trendy i zanosi się na jakąś rewolucję.
Na skutek politycznych nacisków komendant departamentu piekła polskiego, nieco romantyczny i porywczy sarmata, starszy czort Stanisław Paptaszek, zostaje zmuszony do złożenia osobistej wizyty w podległym mu rejonie, to jest w Polsce. Towarzyszy mu nieodłączny sekretarz, zapamiętały stoik Benon Prędki oraz wierny kufer zwany Bobikiem.
Ich zadaniem jest przeprowadzenie gruntownej kontroli funkcjonowania piekielnych placówek terenowych w kraju nad Wisłą, a podróżować mają „po cywilu”, czyli pozbawieni swoich piekielnych mocy.
Misji przyglądają się niezależni obserwatorzy: ciemnoskóry ghul Brajan o niepewnej tożsamości, aktywiszcze do spraw propagowania nonsensu – Mniejsze Byleco oraz specjalista do spraw szerzenia beznadziei – Niemrawy Rolf.
Już w Polsce diabelska kompania sprzymierza się z dwiema wiedźmami: Martą Kozłowską i jej babką Balbiną von Apfelkuchen. Przyświeca im wspólny cel, jakim jest wyjaśnienie sprawy tajemniczego cyrografu.
Do czorta! to powieść komediowo-przygodowa, z pogranicza fantastyki i realizmu magicznego. Obficie okraszona ironią, sarkazmem, absurdem i montypythonowskim poczuciem humoru, stanowi satyrę na dzisiejsze realia, przedstawiając w krzywym zwierciadle rozmaite zjawiska społeczne i polityczne. To pierwszy tom cyklu.
Źródło: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5110471/do-czorta-czyli-nowe-porzadki-w-polskim-piekle
Cyrograf
Ja, niżej podpisana osoba Osoba Czytelnicza,
uroczyście oświadczam, że mam świadomość , treść tej książki
(choć w komedyjne strojna szaty) może skłaniać do myślenia i pobudzać do refleksji.
Potwierdzam, że z całą stanowczością godzę się stanąć oko w oko z żarłoczną paszczą absurdu, upiorną facjatą politycznej niepoprawności tudzież z odrażającym obliczem czarnego humoru, ironii oraz sarkazmu.
Niniejszym zgadzam się ofairować swoją Czytelniczą Duszę w szpony Jego Obelżywości, Pana Komendanta Stanisława Paptaszka, aby wraz z nim przeżyć tę straszliwie niezwykłą przygodę na terenie Piekła oraz naszego Lechickiego Imperium.
Wyrażam również zgodę, aby w tej podróży towarzyszył nam niezrównany Paptaszkowy adiutant, Pan Benon Prędki, a także Pani Marta wraz z Babką, komando inferkrólików, Mniejsze Byleco, Niemrawy Rolf oraz ghul Brajan.
P.S. Zobowiązuje się także
POD ŻADNYM POZOREM NIE WYCIĄGAĆ NICZEGO Z BOBIKA
Stanisław Paptaszek
…………….
(podpis Osoby Czytelniczej)
*uprasza się o podpisanie własną krwią
z dowolnego otworu ciała
Malbork, 16 sierpnia 2025
Szanowny Panie Nadprezesie!
Wybaczcie za zwłokę, minął równy tydzień od momentu, kiedym uczestniczył w cudacznym wydarzeniu, zwanym: „Warszawskich Targów Fantastyki”, tyle, że rzecz ta nie działa się w lechickiej stolicy, jeno w Gdańsku. Jak waszmość rozkazał, odnalazłem autora bezecnego – Kamila Prabuckiego – wmieszanego ponoć w nasze sprawy, które spisawszy, począł rozpowszechniać ku uciesze gawiedzi!
Zakupiony egzemplarz zadedykował z szelmowskim uśmiechem na twarzy, a niebiańskimi ciasteczkami według mej familii nie wzgardził.
Na tym poprzestanę, pora na konkrety!
Po pierwsze, nie on jeden uprawia literacką satyrę na rzeczywistość w której przyszło żyć Polakom. Podam kilka przykładów: Konrad T. Lewandowski „Noteka 2015”, Luiza Dobrzyńska „Pol Trek”, Andrzej Pilipiuk „Kroniki Jakuba Wędrowycza”, Rafał Dębski „Serce Teściowej”, więc jeżeli ktokolwiek nieproszony przejrzy raport przed Waszą Światłością, wolałbym, żeby zapoznał się z wybranym autorem, coby nie wdepnąć w przysłowiowy „krowi placek”.
Po drugie, wydanie. Przyznaje, rzadko kiedy oceniam książki po okładce, lecz na miłość Matki Prezesa Syna, ta została wydana przepięknie i bardzo klimatycznie. Aż trudno uwierzyć, że za Prabuckim nie stoją znane fantastom wydawnictwa jak „Fabryka Słów” , „SQN”, czy „Drageus Publishing House”, a o „Zysk i s-ka” nawet nie wspomnę.
Na okładce widać podobiznę Stanisława Paptaszka, choć jak przypomnę sobie oblicze autora, mógłbym zaryzykować, że jest on Paptaszkowej krwi, o ile to nie był sam Stanisław we własnej osobie. Ja nic nie sugeruję, po prostu wyczuwam „pewne” podobieństwo pomiędzy nimi.
Wnętrze również wzbogaciły ilustracje oraz inne bogate zdobienia, choć jest ich może niewielka ilość, jednak robią robotę. Skład jest poprawny, oczy się nie męczą, nie ma zbyt wielkich marginesów, choć nie jestem pewien, czy jakichś „beboków”, znaczy błędów, nie widziałem. Takie pojedyncze słowa mogły zostać przeoczone, ale nie wpływają negatywnie na odbiór treści.
Po trzecie, treść i tu proszę ja Waszmości muszę opowiedzieć, co was tutaj czeka. Owóż początek sugeruje, iż śledzić będziemy losy pewnej placówki edukacyjnej, w której sędziwy demon, pamiętający dawne, wspaniałe czasy edukacji sprzed powszechnej cyfryzacji, zostanie rzucony w wir absurdów związanych ze współczesną edukacją, jednakowoż kłóciło mi się to z opisem, jaki umieścił Prabucki – ten bezecnik – na swym dziele.
Najprawdopodobniej miało pełnić rolę delikatnego wprowadzenia, żeby co mniej doświadczony z fantastyką i humorem czytelnik mógł wyczuć, że „coś jest nie tak”. Ja się nie chwaląc, z niejednego pieca chleb jadłem, co udowodniłem już na początku raportu.
Pragnę również dodać, żem widział kreskówki niejakiego Bartosza Walaszka, zarówno te kultowe w szerszym gronie jego fanów, jak „Kapitan Bomba”, „Blok Ekipa”, czy te mniej znane, jak „Piesek Leszek”, „Czesiek Hydraulik” – to tylko przykłady, a o filmie „Kaliber 200 volt” nawet nie wspomnę, ale „Do Rzeczy!”, że tak sobie pozwolę zażartować.
Już od drugiego rozdziału uwaga czytelnika skupić się może na postaci starszego czorta Stanisława Paptaszka, komendanta Polskiego Piekła, któremu życie dość szybko się komplikuje i jak jemu podobni bohaterowie, musi wziąć sprawy w swoje – nomen omen – czarcie szpony.
O historii zbytnio wypowiadać się nie zamierzam, bo mógłbym zdradzić kluczowe informacje potencjalnym agentom „Sołtysa”, aczkolwiek mogę śmiało napisać, iż jest prosta, na pewno jak ktoś ma więcej niż dwie szare komórki (jedna do myślenia, druga do dzwonienia), da radę wychwycić pewne aluzje do naszej rzeczywistości i tak, tak, jeżeli ktoś jest przewrażliwiony na swoim punkcie.
Może, choć nie musi, odczuwać pewien dyskomfort w trakcie lektury, chociaż prawdę mówiąc bardziej znana jest reakcja ludu na epilog „Upiora w Ruderze” wspomnianego na początku Andrzeja Pilipiuka czy też opowiadanie „Dalian, ty będziesz ćwiartowany!” Jacka Komudy zamieszczone w „Nowej Fantastyce”, a nie powiem, autor miał potencjał na widowiskowe zakończenie, nawet jeśli władowałby w nie dostateczną dozę absurdu.
Być może stanie z nim w szranki jeden z naszych protegowanych, tylko obawiam się, że obaj panowie mogą się polubić, wówczas wszelkie międzygwiezdne tajemnice pójdą… no niech będzie z braku lepszego określenia „Do Czorta!”.
Czy coś pominąłem? Ach tak! Stanisław Paptaszek został odmalowany należycie, co zgadza się z naszymi informacjami o jego zdrowiu fizycznym jak i psychicznym. To Polak pełną gębą, mimo że diabeł. Tęskno mu za czasami, gdy naród lechicki był potęgą, ba jakby nie patrzeć przeczy stereotypowemu wyobrażeniu sługa zła.
To w gruncie rzeczy poczciwy demon… o ile można tak o nich mówić. Jak wspominałem Polak pełną gębą i może przy okazji kontynuacji „Diablos Dias” szerzej opiszę jego charakter lub nawet nakłonię autora do wyjawienia na wizji wszelkich informacji o Paptaszku.
Podsumowując:
Jeśli nie jesteście przewrażliwieni na swoim punkcie oraz w miarę śledzicie aktualne absurdy w Polsce, możecie się dobrze bawić. Natomiast jeśli nie macie poczucia humoru, cóż, sięgnijcie po coś innego. W każdym razie czekam na kontynuację, coby Waszej Niebiańskości zameldować, które tajemnice nasze zostały zdradzone!
Kłaniam się nisko!
Z wyrazami szacunku,
Aureliusz Knappe, młodszy wywiadowca Siódmego Plutonu Aniołów do Zadań Specjalnych
Krótko od Karola:
„Do Czorta” Kamila Prabuckiego jest dobrze napisaną historią. Na pewno nie miałem ochoty przerywać historii, tylko, że mam jeden problem, otóż pracując z ludźmi moje poczucie humoru uległo lekkiemu pogorszeniu, stąd moim zdaniem można było jeszcze bardziej przekroczyć pewne „granice normy”, co można robić, zważywszy na to, że autor jest samowydawcą i nie ma żadnego redaktora naczelnego, który będzie go besztać na zasadzie: „Kamil, bo obrazisz feministki, katolików etc.!” Cóż, z drugiej strony rozumiem Kamila, taka swoista autocenzura pozwala na pewno na dotarcie do większego grona czytelników, zwłaszcza czytelniczek. ;)



Komentarze
Prześlij komentarz