Michał Jankowski „Kłopoty Wyraju”

 

Czy wiesz, że istnieje świat, którego obecności ludzie nawet nie podejrzewają? To świat duchów, bogów i stworzeń ze słowiańskiego folkloru, ukryty tuż pod powierzchnią codzienności.

Na jednym z podwarszawskich osiedli zostaje znalezione ciało młodej rusałki. Leszy, Lech Dębski, zostaje wezwany, by rozwikłać to zagadkowe morderstwo. To, co wygląda na zwykły akt przemocy, okazuje się pierwszym krokiem w mrocznej intrydze prowadzącej do Jaromroku - końca świata, gdzie Perun zmierzy się z Welesem w ostatecznej bitwie.

Kiedy na ulicach pojawiają się kolejne ciała, Dębski odkrywa, że stoi w obliczu siły przewyższającej wszystko, co znał. W towarzystwie Waldka Utopca, prastarego Peruna, tajemniczej Zorzy i innych postaci ze słowiańskiego panteonu, Dębski rozpoczyna wyścig z czasem, by powstrzymać apokalipsę.

Czy koniec świata będzie końcem, czy początkiem nowej ery? Kto pociąga za sznurki w tej mrocznej grze?

Wejdź do świata, gdzie słowiańskie bóstwa i mityczne stworzenia żyją tuż obok nas. "Kłopoty Wyraju" to pełna napięcia mieszanka miejskiej fantastyki i kryminału, która wciągnie Cię od pierwszej strony.

OPIS OD AUTORA


Słowem wstępu…

Od kilku lat obserwuje pewne zainteresowanie wśród Polaków słowiańską tematyką, która objawia się w szeroko rozumianej sztuce. Wystarczy dobrze poszperać w Internecie, żeby znaleźc oferty sprzedaży samodzielnie wykonanych symboli, naszyjników czy figurek.

Mamy świetne zespoły folk-metalowe w których pojawia się tematyka „słowiańskości” np. „Runika” czy „Merkfolk”. O grach komputerowych nie muszę wspominać, ostatnio premierę miała Polska gra „The End of the Sun” od studia „The End of the Sun Team”, choć rzecz jasna istnym granatnikiem była nasza duma narodowa, czyli „Wiedźmin III: Dziki Gon” od „CD-Projekt Red”. Polecam również ograć czeskie „Kingdom Come Deliverence” od „Warhorse Studios”, też znajdziecie swego rodzaju „swojskie” klimaty, ale to tak na marginesie.

W literaturze fantastycznej mamy na pewno dość sporo autorów zarówno tych lepszych jak i gorszych. Z czystym sercem mogę powiedzieć, że czytałem „Kiedy Bóg Zasypia”, „Jadowity Miecz”, „Miłość Bogów” Rafała Dębskiego (i to akurat polecam z czystym sercem!) oraz polecam serię dla młodzieży „Wiedźma z Podhala” Luizy Dobrzyńskiej aha i jeszcze jest „Stara Baśń. Kiedy słońce było Bogiem” Józefa Ignacego Kraszewskiego.

Natomiast słyszałem sporo dobrego o Marcie Krajewskiej i jej „Wilczej Dolinie, tu mam wrażenie, że czytałem opowiadanie z jej świata w antologii „Nawia. Szamanki, szeptuchy, demony”. O twórczości Witolda Jabłońskiego, czy Franciszka Piątkowskiego się nie wypowiem, gdyż nie czytałem. Zbytnio mi z literaturą „słowiańską” mi nie po drodze, a tu proszę, jednak coś tam wiem.

A 12 Marca tego roku skończyłem czytać „Kłopoty Wyraju” Michała Jankowskiego, które wpisują się w nurt słowiańskiej fantastyki. Czy jest dobrze? Czy tragicznie? Tego dowiecie się z dalszej części opinii.

Zapraszam!


Nieoszlifowany kamień”

W zasadzie nie dziwi mnie, że poza jednym użytkownikiem na portalu „Lubimy Czytać”, nikt nie wypomina błędów technicznych jakie występują na kartach książki. Jasne, od tego jest redaktor oraz korektor, aczkolwiek w stopce przeczytamy, iż obie funkcje pełni sam autor.

Niestety powoduje różnego rodzaju „anomalie” jak choćby pisanie słowa „pan” z wielkiej litery, gdzie myślałem do kogo są skierowane czy do rozmówcy, gdzie miałoby podkreślić szacunek do rozmówcy, czy jednak do Boga. A może to pamiątka po licznych formalnych korespondencjach?

Mógłbym wypisać o wiele więcej przykładów, wówczas byłaby to o wiele dłuższa opinia, a wątpię żeby kogoś poza samym autorem ciekawiło, co należałoby zmienić. Zostawię to zadanie profesjonalistom, a was raz jeszcze lojalnie ostrzegam, że jeżeli zignorujecie liczne „babole”, wówczas możecie zyskać całkiem niezłą historyjkę.


Nie można było tak od razu?!”

Pewnie myślicie, że to opinia sponsorowana. Jesteście w błędzie. Do tej pory prześladują mnie koszmarne sceny z debiutu autora i aż pamiętam, że po przeczytaniu książki jako surowca (notabene już wtedy zgłaszałem uwagi na temat baboli) rzuciłem hasłem: „Nie można ku*wa było tak od razu?!”

W stosunku do poprzedniej opowieści tutaj zaobserwowałem więcej błędów redakcyjno-korekcyjnych aniżeli logicznych, a jeśli ciekawi was, co napisałem o debiucie autora, czyli „Czasie Wielkiej Wody” to zainteresowanych odsyłam pod ten link, a teraz do rzeczy!

Połączenie świata realnego ze światem magicznym jest dosyć popularnym zabiegiem, jeżeli kojarzycie książki Ricka Riordana o Percym Jacksonie lub Joanne Kate Rowling o Harrym Potterze, albo serię „Wiedźma z Podhala” Luizy Dobrzyńskiej, wiecie co mam na myśli.

Podobnie jak u wymienionych wyżej autorów, świat realny łączy się z magicznym, w tym przypadku mamy słowiańskie stworzenia oraz bóstwa działające pod postacią ludzi, więc raczej nie liczcie na jakieś kontakty między rasowe. W zasadzie jeśli się jakiś śmiertelnik przewinie, to bardziej jako dekoracja aniżeli ważny element fabularny. Dobra, opisałem tyle ile mogłem ogólnikowo, czas na mięso. O czym to? Kim jest główny bohater? Czemu uważam, że ta opowieść jest lepsza od „Czasu Wielkiej Wody”? I czy na pewno nikt mnie nie przekupił abym napisał pozytywną opinię?

„Kłopoty Wyraju” to kryminalna historia, osadzona w naszym świecie, dokładniej mówiąc w Warszawie i okolicach, gdzie obok ludzi żyją istoty o których przeciętny śmiertelnik słyszał tylko w bajkach.

Głównym bohaterem jest leszy Lech Dębski, jest najprawdopodobniej ostatnim przedstawicielem swej rasy w Polsce, ponadto pełni również rolę opiekuna pozostałych istot i to właśnie na jego barkach spoczywa rozwiązanie zagadki morderstwa pewnej rusałki.

Fani kryminałów pewnie będą mogli się więcej rozpisywać na temat tego, czy zostały wątki kryminalne odpowiednio poprowadzone, mi natomiast rzucił się w oczy wątek z wampirem. Jest taka scenka, gdzie rozmawia z leszym o biżuterii. Gdyby to rozbudować o dodatkowe elementy np. o rozmowę z jubilerem, czy szukanie informacji w sieci albo o coś jeszcze innego.

Ba, narrator informuje nas o dziwnym wyrazie twarzy wąpierza, gdzie taki leszy chyba powinien trochę podrążyć stan jego mimiki, wtedy też powinien dostać jakąś wymijającą odpowiedzieć.

Co jeszcze rzuciło się w oczy? Autor zna dzieła kultury, ale chyba stara się unikać podobieństw. Trochę szkoda, bo chociażby taką relację pomiędzy Dębskim, a siostrą nieboszczki można byłoby spróbować zbudować tak jak pomiędzy Leonem, a Sarą w filmie „Sara” z 1997 roku (reż. Maciej Ślesicki). I nie mówię, żeby kopiować 1:1 jak to miało miejsce w debiucie, tylko twórczo rozwinąć, żeby czuć pomiędzy nimi jakąś chemię.

Natomiast starcie bogów ten słynny „Jaromrok” o którym co jakiś czas się wspomina w książce, strasznie przypomina mi nordycki „Ragnarok”, a przygotowania do walki czy potyczka nie wiedzieć czemu kojarzyła się z „Avengers: Koniec Gry” (reż. Anthony Russo i Joe Russo).

I wreszcie na sam koniec odpowiedź na postawione wcześniej pytanie: „Czemu uważam, że ta opowieść jest lepsza od debiutu autora?”. Pomimo błędów technicznych, które rażą, to historia ma pewien potencjał. Nie musiałem się praktycznie łapać za głowę i mówić „Co ty tępy uju wyprawiasz?!

Owszem, za mało wiem o kulturze Słowian, żeby wyłapać jeszcze więcej baboli, aczkolwiek na ten moment uważam, że nie było aż takiej tragedii. Toteż zdecydowanie lepsze od debiutu, ale wciąż jeszcze długa droga przed autorem na szczyt, ale życzę mu powodzenia.


PODSUMOWANIE:

Kłopoty Wyraju” Michała Jankowskiego to nieoszlifowana historia z aspiracją na byciu dobrą. Jeżeli w kolejnym wydaniu błędy techniczne zostaną usunięte, a pewne wątki bardziej dopieszczone, wówczas autor może zyskać większe zainteresowanie tą książką. Na pewno w pewnym stopniu mnie odprężyła niczym filmy Marvela.

W zasadzie podejrzewam, że jak za jakiś czas ktoś by spytał: „O czym ta książka?” myślę, iż byłbym w stanie jeszcze coś o niej opowiedzieć.

Tak więc, jeśli lubicie słowiańskie demony, prostą zagadkę kryminalną w połączeniu ze współczesnym światem i zaciśniecie zęby, możecie rozważyć zakup. W innym razie szukajcie dalej.


PS: Autorowi stokrotne dzięki i podziwiam, że nadal był ciekaw mojej opinii.

PS2: O ilustracjach nawet tych generowanych przesz sztuczną inteligencję się nie wypowiadam, bo dzielę obrazy/rzeźby na „ładne” i „brzydkie”, a tu są „nawet, nawet”, więc no… nie uwzględniam ich w opinii.

PS3: Zapomniałem wspomnieć o małym plusie: każdy rozdział poprzedza krótki opis wydarzenia, przedmiotu czy czegoś, co ma dać czytelnikowi nieco większe pojęcie o świecie przedstawionym. Coś takiego autor umieszczał w swoim debiucie, więc to taki mały plusik.


OCENA: 5/10

Życzę miłej lektury!

Karol Król


Komentarze

Popularne posty